piątek, 6 listopada 2009

Pierniczki, odsłona druga [przepis]


1. Ułożyć wieżę z foremek, ale tylko z metalowych i kolorowych.

2. Rozebrać wieżę i zabrać foremki.

3. Tłuć goździki w moździerzu przez 5 minut.

4. Rozwałkować ciasto na grubość 0.5 milimetra, często i obficie podsypując mąką (niekoniecznie ciasto, może być własna ręka, stół, cokolwiek, byle dużo).

5. Wybrać foremki, niekolorowe metalowe, i odcisnąć je na cieście rozwałkowanym przez mamę, ale nie na własnym (równocześnie broniąc dostępu do kolorowych foremek i własnego rozwałkowanego ciasta).

6. Poczekać aż mama upiecze pierniczki i przełoży do puszki, i wtedy uciec z puszką.

7. Zjeść wszystkie upieczone pierniczki od razu, a przynajmniej wszystkie ponagryzać.

Gotowe:-)

8 komentarze:

SanFran pisze...

Taki Mały pomysłowy Dobromir ;-)) I widać, że taktyka dopracowana szczegółowo.

Bella pisze...

Dla mnie bomba! Zapewne spodoba się moim dzieciakom , i małemu i duzemu :))

EMKA pisze...

kupiłam foremki po tej notce :)

Magda pisze...

zdopingowałaś mnie.
wyciągnę te moje stosy foremek. czas się przynać, że też mam to uzależnienie...

Delie pisze...

:)
U nas to jeszcze nie koniec:)

jelly-bean pisze...

a etap robienia własnoręcznych gnieciuchów? :)
u nas się bez tego nie da...

majka pisze...

Zagladam do Ciebie od czasu do czasu ale nigdy jeszcze nie zostawilam komentarza. Podoba mi sie sposob w jaki piszesz o swoim Synku :) I nie ma to jak wspolne pieczenie z dzieckiem :)) Ja juz nie moge sie doczekac kiedy moj Synek zacznie pomagac mi w kuchni.

Pozdrawiam cieplo.

Delie pisze...

Jelly-bean, jedynym gnieciuchem był gruby piernik w kształcie jabłka (kilka postów niżej). Wałkowanie jest lepsze:)

Majko, zapraszam, fajnie, że się ujawniłaś:) Pozdrawiam również:)

Prześlij komentarz

Dziękuję:-)