O Chłopcu. O fragmentach rzeczywistości, które razem widzimy. O zdjęciach, które robię. Inaczej.

.

środa, 11 listopada 2009

To by było na tyle


jeśli chodzi o mnie i o pierniczki.

Dziś miało być ambitnie i dekoracyjnie:-) Wróciłam zrelaksowana z kina i zajęłam się pieczeniem. Jednak od ubiegłego roku moje zdolności manulane nie uległy zmianie, a nawet się pogorszyły - w ubiegłym roku foliowa torebka z błękitnym lukrem nie ekspolodowała:-) Po 3 próbach polukrowania, odpuściłam. Są za to witrażyki:-) Ale może to i dobrze, że zrobiło się ciemno i zdjęcia niewyraźne:)

Dziecko też jakby mniej zainteresowane.

Przerwa. Do następnego roku.

:)

wtorek, 10 listopada 2009

Jutro wolny dzień


Może warto upiec partię pierniczków z dziećmi lub bez dzieci:-) I pochwalcie się, proszę:-)
Pozdrawiam!

PS Właśnie sobie uświadomiłam, że wychodzę na totalną piernikomaniaczkę:/

Może zwariowałam


ale wczoraj popłakałam się, gdy moje Dzieko śpiewało tę piosenkę z Barney'em. Może dlatego, że on sam się wzruszył...

A poza tym, czy wiecie co jest lepsze od najlepszego nawet MiniMini - to! Czasem wydaje mi się, że nawet lepsze od Ulicy Sezamkowej. Od pierwszego dnia emisji. Nieustająco. Dlaczego ? Nie wiem. Chciałabym tylko zwrócić uwagę, że nie ma tam właściwie żadnych samochodów...;)

poniedziałek, 9 listopada 2009

Dla Kogoś z mojego dzieciństwa


Bo dawno żaden sms nie sprawił mi tyle przyjemności i nie przywołał tylu dziecięcych wspomnień:-) Dziękuję!

niedziela, 8 listopada 2009

Czy


to koniec jesieni w tym roku?
PS Wspólne zdjęcie na wyraźne życzenie pewnej Osoby:-* (w liściach mi do twarzy;-))

sobota, 7 listopada 2009

Weekendowo


Za oknem posępnie jakoś, prawda ?
Zaraz zabieram się za babkę ziemniaczaną Liski.
Przyjechała Babcia Chłopca. A ja czytam książkę - "Julie&Julia. Rok niebezpiecznego gotowania" - jeszcze nie wiem, czy mi się podoba. Trochę drażni mnie język autorki/tłumacza?
W poniedziałek wracam do pracy.
A Chłopiec zostaje w domu. Zaczynam żałować, że zrezygnowałam z przeprowadzki do Paryża w przyszłym roku, bo może rok pobytu tam by pomógł (choć Paryż to nie uzdrowisko w Vichy, ale...)
Ciepłego weekendu z kubkiem herbaty:-)

piątek, 6 listopada 2009

Pierniczki, odsłona druga [przepis]


1. Ułożyć wieżę z foremek, ale tylko z metalowych i kolorowych.

2. Rozebrać wieżę i zabrać foremki.

3. Tłuć goździki w moździerzu przez 5 minut.

4. Rozwałkować ciasto na grubość 0.5 milimetra, często i obficie podsypując mąką (niekoniecznie ciasto, może być własna ręka, stół, cokolwiek, byle dużo).

5. Wybrać foremki, niekolorowe metalowe, i odcisnąć je na cieście rozwałkowanym przez mamę, ale nie na własnym (równocześnie broniąc dostępu do kolorowych foremek i własnego rozwałkowanego ciasta).

6. Poczekać aż mama upiecze pierniczki i przełoży do puszki, i wtedy uciec z puszką.

7. Zjeść wszystkie upieczone pierniczki od razu, a przynajmniej wszystkie ponagryzać.

Gotowe:-)

czwartek, 5 listopada 2009

Doczekałam się-angry face:)


Chłopiec długo odmawiał rysowania twarzy. Wydawało mi się to dziwne, że napisze litery, a "buzi" nie narysuje. I doczekałam się wczoraj:) Podejrzewam, że miał dosyć mojego marudzenia na ten temat. Oznajmił mi, że to są "angry face" i skupił się na malowaniu pasów na jezdni. Czyli wszystko ok.:)

środa, 4 listopada 2009

Świąteczna Nigella i porządki


Świąteczna Nigella - ekstremalnie świąteczna:-) Czyli wszystko to co lubicie w Świętach, a boicie się do tego przyznać;-)
Bardzo mi się podoba. Wszystko. Wygląd. Sympatyczny wstęp. Zdjęcia. Poczucie humoru. Swoboda. Brak zadęcia. Chłopcu też się podoba, od razu odnalazł swoją ulubioną "espresinę" na jednym ze zdjęć (przypadkowo na zdjęciu powyżej:))
_
A przedświąteczne porządki chyba mamy z głowy. "Chodź, posprzątamy", mówię do Chłopca. I wtedy moje Dziecko zaczyna sprzątać śpiewając barytonem:
"Clean-up, clean-up
Everybody do your share.
Clean-up, clean-up
Everybody, everywhere."

Czas upływa wolno na oglądaniu bajek i innych przyjemnych rzeczach


Niech Was nie zmyli to zdjęcie. Dziecko nie ma 40 st. gorączki i jest w całkiem niezłej formie. Ale jak się człowiek tak upozuje, to łatwiej przekonać matkę, że oglądanie MiniMini przez pół dnia to jedyne na co ma się siłę.

W końcu sam się znudził tymi bajkami (dałam mu wolną ręke i zastanawiałam się, ile wytrzyma) i zabrał za czytanie "Dnia Dziecka w Bullerbyn" (a, książki znowu w odwrocie, ale że wiem, że wszystko mija, to się nie przejmuję;)). W tym czasie przeczytałam 1/3 swojej książki i zrobiłam rundę w necie.
_
Potem był czas na zabawę w latawiec (ja trzymam jeden koniec girlandy urodzinowej z napisem "happy birthday", On drugi - ja jestem czołem latawca, On - ogonem, i sobie "latamy" po mieszkaniu). Bardzo rozwijająca zabawa, coś jak nordic walking (tylko szybciej), bo i nogi, i ręce pracują. Polecam:)
_
Wczoraj w sumie był bardzo przyjemny dzień:
- frytki na drugie danie, bardzo proszę;
- ponadplanowy kawałek gorzkiej czekolady (Chłopiec tylko taką lubi, na moje szczęście, a ja, na jego szczęście, wychodzę z założenia, że w rozsądnych ilościach ciemna czekolada jest ok.);
- i najchętniej dużo posypki do ciastek Wilton'a - zwanej przez Syna "espresiną" (dostęp ścisle kontrolowany przeze mnie, używanej głównie w formie łapówki w sytuacjach krytycznych). Smakuje jak cukier z mąką. Ale gdyby tam był tylko cukier z mąką, to bym się cieszyła. Można by nawet wtedy uznać, że jest to wersja eko (w porównaniu z obecnym składem);-)
_
Pozdrawiam!

wtorek, 3 listopada 2009

Polaków rozmowy (spisane w sobotę)


"Is it raining today? Yes?"

Ja: "Chcesz herbatki?"
Chłopiec: "Nie, dziękuję Mamo, Ty sobie zrób"

"Proszę, to jest Twój samochód. Kupiłem Ci. Jest najwspanialszy. Daj za to buziaczka"

Do kąpiącego się Taty:
"Tato, zabieram Cię do parku. Tato, zapraszam Cię do liściów. Ja Cię zaprowadzę i będziesz zbierał liście. I nie płacz jak się kąpiesz, i nie krztuś się" :)

Chłopiec: "Chcę tą zieloną ciastolinę"
Ja: "Ta jest czerwona"
Chłopiec: "Zapomniałem, przepraszam"


"What's your name, Mamo?"

"I love you to znaczy kocham cię, wiesz?"
;)

PS A tak w ogóle to siedzimy w domu, walczymy z choróbskiem antybiotykiem:-( Czy tak musi być w pierwszym roku przedszkola czy ja coś robię źle? W przedszkolu pomór prawdziwy - wczoraj było 5 dzieci jedynie...

poniedziałek, 2 listopada 2009

Pierniczki, odsłona pierwsza



Wczoraj piekłam z Chłopcem te pierniczki przez pół dnia. Wyszły przepyszne. Po prawej stronie samodzielnie, od początku do końca, zrobiony przez Chłopca pierniczek w kształcie jabłka dla Taty. Mój mały pomocnik dzielnie wałkował, a nawet utłukł goździki w moździerzu.

Razem, w tym samym miejscu


Każdego roku robimy jesienne zdjęcia w tym samym miejscu. Trzeci raz z Chłopcem.

W tym roku wyjątkowo późno, bo dopiero 31 października. Było pięknie, ale baaaardzo zimno...



Nie mogłam sobie darować tego porówniania. Po lewej rok 2008, po prawej rok 2009. Czyli przemiana kobiety w yeti:)




Miłego tygodnia!:)

niedziela, 1 listopada 2009

sobota, 31 października 2009

Ten wieczór należy do mnie


:)

Urodziny (albo Halloween)


31 dzień października wcale nie kojarzy mi się z Halloween, lecz z urodzinami Starszej Siostry (oczywiście nie mojej, tylko Chłopca).
Ale niech i "nowej tradycji" stanie się zadość. Poza tym, dynie są bardzo fotogeniczne.

PS Pozdrowienia dla Kota Klemensa:)

piątek, 30 października 2009

Przebrany za kapelusz


Za kogo był przebrany kolega? - pytam

"Za Halloween" - pada odpowiedź

A koleżanka ? - pytam dalej

"Za księżniczkę"

A Ty?

"Za kapelusz"
_
Z relacji Taty wynika, że Chłopiec miał najskromniejszy strój w przedszkolu. Kapelusz bardzo mu się spodobał, rano siedział w nim przy stole, a potem w samochodzie w drodze do przedszkola.
PS Troje dzieci dostało dziś w przedszkolu gorączki:( Czekam co się zdarzy u nas w weekend...

czwartek, 29 października 2009

"Dziewczynki Go lubią"


Usłyszał Tata Chłopca od Pani w przedszkolu, na pytanie jak Dziecko sobie radzi. No, czy trzeba czegoś więcej?:-)

A poza tym (mniej ważne;)), Chłopiec jest grzeczny i wykonuje polecenia (co prawda, jak sama Pani przyznała, standardy grzeczności zostały w tym roku mocno obniżone, bo w grupie jest 9 chłopców na 12 dzieci...). Chyba tylko raz stał w przedszkolu "na czerwonym świetle":) Za plucie z kolegą na lustro... O ile mi wiadomo, kolega na stałe rezyduje na "czerwonym świetle". Pewnie dlatego jest ulubionym przedszkolnym kumplem mojego Syna:)

Jak sobie przypomnę zachowanie Chłopca w klubie malucha w marcu tego roku, kiedy rozpoczęliśmy etap intensywnej socjalizacji przed przedszkolem, i jego zachowanie teraz (potwierdzone słowami Pani), to nie chce mi się wierzyć, że to to samo Dziecko. Te słowa otuchy pragnę skierować do wszystkich mam 2-3 latków - w fazie buntu dwulatka czy w innej fazie: wszystko mija z czasem, macie moje słowo!:) Mam żywy dowód:)

A, i nowa piosenka: "Octopus Song". Z choreografią. Po wizycie na youtube dochodzę do wniosku, że wykonanie bardzo bliskie oryginałowi.

PS A zdjęcie to letni przerywnik. Ta sama gruszka w dwóch odsłonach:)

Dialogi różne, spisane


"Jak było w przedszkolu", pytam codziennie po powrocie z pracy.
"Dobrze, ALE nie płakałem":)

przez telefon:
Chłopiec: "Uczyłem się angielskiego w przedszkolu"
Ja: "A czego się nauczyłeś?"
Chłopiec: "Siedzę w poczekalni u lekarza i nie mogę Ci powiedzieć".

przy wjeździe na rondo:
"Kto ma tu pierwszeństwo?" (dalej nie wiem)

na prośbę o zrobienie czegoś:
"Muszę pracować, mam rozprawę" (echo?;-))

Ja: "Musimy iść do fryzjera obciąć włosy".
Chłopiec: "Nie teraz. Następnym razem, dobra?" (ciągle nie poszliśmy)

Ja: "Porozmawiasz z babcią?"
Chłopiec: "Nie, bolą mnie ręce" [od trzymania telefonu]

I tak sobie rozmawiamy.
"... prawda, mamo" jest stosowane zamiennie z "..., dobra?" ostatnimi czasy. Negacja niemile widziana.

Historia pewnej obsesji


Jutro w przedszkolu Chłopca jest bal halloweenowy. Kiedy dowiedziałam się, że trzeba przygotować dla niego strój z tej okazji czułam, że nie bedzie łatwo.

Od dziecka nie znosiłam wszelkich kostiumów. Nie podobały mi się. Nie chciałam być za nikogo przebrana (nawet za księżniczkę:)). Musiałam być wyjątkowo przekonywująca w swojej niechęci, bo nigdy żadnego kostiumu nie miałam na sobie (rodzice odpuszczali:)). Kiedy oglądam własne zdjęcia z dziecięcych bali, widzę na nich tylko jedną osobę w "cywilnym" ubraniu i tą osobą jestem ja. Co więcej, pamiętam, że zupełnie mi to nie przeszkadzało. Paradoksalnie, bez przebrania, w tłumie dzieciaków w kostiumach najbardziej rzucam się w oczy (a nie o to mi chodziło:)).

Wiedziałam, że nie założę Chłopcu na jego bal niczego, czego sama nie założyłabym, gdybym musiała. To pewne. Dopóki sam nie zadecyduje, że chce albo nie chce tego czy owego.
Po zrobieniu wstępnego rozeznania rynku w temacie dzieciecych kostiumów (allegro), moja niechęć odżyła na nowo, zwłaszcza że stroje są tak samo brzydkie jak kiedyś, a nawet bardziej, bo bibułę wyparł plastik. W dodatku, po sprawdzeniu w kilku sklepach, okazało się, że oferta na allegro jest wyjątkowo reprezentatywna w tym temacie.

Dobrze, pomyślałam, skoro przedkładam swoje poczucie estetyki nad konieczność, to niech będzie tak: zwykła koszulka "okolicznościowa" (z duszkiem, dynią, napisem "Halloween", itp.) + nakrycie głowy. W sklepach pochodzenia anglosaskiego nie znalazłam żadnych ubrań w halloweenowej tematyce. T-shirt udało mi się kupić w oryginalnie polskim sklepie - było kilka do wyboru:) Z kapeluszem nie było łatwiej. W końcu kupiłam najprostszy (i najprzyjemniejszy w dotyku), jaki znalazłam. Udało się:)

środa, 28 października 2009

Spokojnych snów i miłego jutra


Pamiętajcie, że środa to taka mała sobota;-)

wtorek, 27 października 2009

Foremki do ciastek. Powrót.


Czyli ulubiona zabawka nr 2 (zaraz po samochodach).
Czas coś upiec...
_
Chłopiec dzisiaj wraca do domu (bardzo się cieszę!), a jutro do przedszkola.
A ten tydzień będzie pełen atrakcji związanych z Halloween i piątkowym balem (dekorowanie przedszkola dyniami, nietoperzami i czarnymi kotami:-), wycianie lampionów z dyni, etc.)
Literką tygodnia jest: C
Cyfrą tygodnia jest: 5
Kolor tygodnia to: czarny
Kształt tygodnia to: kwadrat

poniedziałek, 26 października 2009

Złoty, szary i czerwone pelargonie


Ćwiczenia z piłką


To co Chłopiec potrafi zrobić z piłką mnie zdumiewa. A potrafi dużo.
Potrafi kopnąć piłkę w locie z niesamowitą precyzją i siłą (ja nie potrafię). W domu gramy piłką plażową ze względów oczywistych.
Potrafi kozłować.
Potrafi odbijać piłkę przedramionami i dłońmi.
Trzeba to zobaczyć. I jest szybki, bardzo szybki (jak widać na zdjęciach).

"Będziesz jeszcze grał?", pytam. "Wyczerpały mi się baterie", odpowiada moje Dziecko.
Nic dziwnego.
_

niedziela, 25 października 2009

Sama przez dwa i pół dnia


Chłopiec z Tatą wyjechali i wracają we wtorek wieczorem.

Myślałam sobie, że dobrze się składa, bo będę miała czas na zrobienie tych wszystkich rzeczy, na zrobienie których zwykle czasu nie mam. A przede wszystkim będę mogła poszukać stroju na halloweenowy bal dla Syna.

Po spędzeniu dzisiaj dwóch koszmarnych godzin w zatłoczonej i dusznej galerii handlowej, po powrocie do domu (nadal bez stroju na Halloween i w dodatku bez czucia w nogach), doszłam do wniosku, że Chłopiec i jego Tata mogliby już wrocić. Nie lubię być bez nich. Lubię, kiedy Chłopiec jest w pobliżu. Chyba się położę, bo co tu robić:-)

sobota, 24 października 2009

Rzeczy i coś pożyczonego


Mój szef pożyczył mi swój profesjonalny obiektyw. Po tym jak opanowałam drżenie rąk i pokusę przyklejenia sobie apartu do dłoni taśmą dwustronną celem zminimalizowania ryzka upadku (obiektyw waży niewiele mniej niż moje Dziecko:)), wpadłam w fotograficzny ciąg. Pogoda jest niesprzyjająca, więc rozpoczęłam od wnętrza.

Miłego popołudnia!

PS Wiecie, że w IKEA są już ozdoby świąteczne do kupienia?;-)

piątek, 23 października 2009

Pianino. Pierwszy teatrzyk kukiełkowy


w życiu Chłopca. "Jaś i Małgosia"*. Czyli kolejny Attractive Friday. Czas pędzi, nie płynie.
_
Co sądzicie o 15-minutowych zajęciach z gry na pianinie dla 3 latka ? W przedszkolu Chłopca jest taka opcja. Z założenia nie zapisałam go w pierwszym roku na żadne przedszkolne zajęcia dodatkowe, bo co za dużo, to wiadomo. Wolałam, żeby się spokojnie aklimatyzował - i chyba się udało. Ale to pianino tak mnie kusi... Zawsze chciałam grać na pianinie i jeśli ktoś mi teraz napisze, że przez Dziecko chcę spełnić swoje marzenia i ambicje, to tu będzie miał rację!:) Tata Chłopca jest na "nie". Ale w sumie to niezła zabawa tak pobębnić w klawisze:) Chłopiec lubi grać na cymbałkach. Jak myślicie? Przesada czy spróbować? Szczerze:-)
_
* W ostatnim numerze "Gagi" jest artykuł o najbardziej makabrycznych bajkach dla dzieci - "Jaś i Małgosia" oraz "Czerwony Kapturek" były na czele stawki.

czwartek, 22 października 2009

"Time-out!"


Czyli Chłopiec wydający komendy w czasie zabawy:)
Zastanawiam się, ile z angielskiego, który teraz chłonie jak gąbka, zostanie mu za 3-4 lata. Dzisiaj wyśpiewana kolejna piosenka: "Clap your hands" (to akurat znałam:))
Trochę się uparłam na językowe przedszkole, przyznaję. Ale obserwuję w pracy na ile biegła, swobodna (z naciskiem na to drugie) komunikacja w obcym języku jest istotna. Bo daje dużo, bardzo dużo pewności siebie i możliwości. "You can do it";-) Jak mówi Chłopiec;-)

środa, 21 października 2009

Czerwone jabłka na czerwony przedszkolny tydzień


"Ten tydzień poświęcimy na naukę związaną z medycyną i pożarnictwem.

Litera tygodnia to: Y
Kolor tygodnia to: czerwony
Cyfra tygodnia to: 4
Kształt tygodnia to: kwadrat

Dzieci będą uczyły się numerów alarmowych straży pożarnej i pogotowia ratunkowego. Porozmawiamy o zdrowym żywieniu, prawidłowym myciu zębów, zdrowiu i budowie organizmu ludzkiego. Przećwiczymy alarmy przeciwpożarowe i porozmawiamy o tym, co zrobić gdy zobaczymy ogień."
_
PS Chyba nie muszę pisać czyje to zębiska:-)?

wtorek, 20 października 2009

"Muminek był największą radością Mamusi"


Tytuł nie ma nic wspólnego ze zdjęciem, ale ujął mnie ten cytat z Muminkowej Dobranocki, którą dwa dni temu oglądał Chłopiec.

poniedziałek, 19 października 2009

Po co Ci ten blog?


"Bez sensu jest tak pisać, gdy wszyscy mogą to przeczytać; bo co to za intymne wyznania są? Chyba wszyscy piszą teraz blogi". To usłyszałam.

Czy odpowiedź, "bo LUBIĘ" wystarczy? Przyznaję, że czasem się zastanawiałam, czy wszystkiego nie usunąć, ale mi po prostu szkoda. I myślę, że warto w jednym miejscu:

- zapisywać na bieżąco co mówi, robi, przeżywa moje Dziecko (nie lubię i chyba już nie umiem pisać odręcznie:(), bo pamięć jest taka ulotna,
- umieszczać zdjęcia mojego Syna i rzeczywistości, którą razem dzielimy i rzeczy, które lubię,
- stworzyć listę miejsc w necie i nie tylko, które odwiedzam, lubię, które mnie inspirują, poruszają, edukują:-).


A koncepcja na to jak blog ma wyglądać, sama się pojawiła. Nie miały to być intymne wyznania:-)

Jeśli czasem Ktoś tu zajrzy przy porannej kawie lub w przerwie nudnej pracy, to jest mi bardzo miło:-) Wszystkim odwiedzającym dziękuję za odwiedziny, komentującym również za komentarze, które bardzo sobie cenię i bardzo lubię je czytać!

Pozdrawiam serdecznie!:)

Spać


Chłopiec poszedł spać o 23:30. Zwykle po wskoczeniu do łóżka zasypia w 2 minuty, ale nie tym razem. Nie usypiam go na siłę, więc bawiliśmy się foremkami do ciastek, obejrzał ze mną film w telewizji, była wojna na poduszki i gra w kto będzie szybszy-on w ściąganiu piżamy czy ja w powstrzymywaniu go od ściągnięcia. Ale teraz ciągle śpię. Spałam w metrze i śpię w pracy. Druga kawa?

niedziela, 18 października 2009

Po weekendzie



Nowa piosenka: "All the ducks are swimming in the water". Uwielbiam youtube za to, że moge odnaleźć tam wykonania oryginalne wszystkich piosenek, które śpiewa moje Dziecko (choć i tak wolę wykonania Chłopca:))

I narastająca wciąż kaskada uprzejmości: "Tak, mamo", "Proszę mamo", "Dziękuję, mamo", "Poproszę mamo".
:)

piątek, 16 października 2009

Teleportacja;-)


Ciepłego weekendu sobie i Wam życzę!;-)

czwartek, 15 października 2009

Droga do pracy


Tak dziś wyglądała. Lubię tędy chodzić. Jesienią i zimą szczególnie.

Jak miś poszedł do przedszkola


Dzieci zaprosiły dzisiaj swoje misie do przedszkola, żeby im wyjaśnić, że wszystkie porządne misie zapadają w sen zimowy. Nasz miś Endo aka Endzio też był zaproszony.
A jutro kolejny "Attractive Friday" i Dzień Pieczonego Ziemniaka!:)
Za moich czasów szkolnych jeździło się na wykopki w czynie społecznym. Czy ktoś to jeszcze pamięta???

środa, 14 października 2009

Pierwszy śnieg

spadł dziś w Warszawie. To ujrzałam rano:
Fajnie dziś być po cieplejszej stronie okna.
Żałuję, że nie zabrałam ze sobą aparatu do pracy, bo "wyzłocony" Ogród Saski w wirującym śniegu wyglądał pięknie.
Za to ja wyglądałam jak bałwan w czapce (pierwszy raz chyba noszę czapkę w październiku). Wszędzie mokra śniegowa breja i śnieżna zadymka smagająca po twarzy. Moje Emu nie wytrzymały natarcia i przemokły:( Kalosze byłyby lepszym pomysłem. Dziś w metrze widziałam prawdziwą paradę kolorowych kaloszy. I znowu żałowałam, że nie mam aparatu.

Zdjęcia powyżej zrobione w lutym, również w Ogrodzie Saskim.

wtorek, 13 października 2009

Zero-jedynkowo


Zero nowych zdjęć Chłopca.
Jedna nowa piosenka: "Sticky Bubble Gum":)
Zero nowych zdjęć w ogóle (milion pomysłów w głowie).
Jedna nowa torebka.
Zero czasu na cokolwiek poza pracą.
Jedna kłótnia.
Zero zrozumienia.
Jeden wyjazd w planach.
Zero urlopu.
Jeden mały, zakatarzony Chłopiec.

poniedziałek, 12 października 2009

"...prawda, mamo?"


1/ Większość zdań kierowanych do mnie kończy się słowami: "prawda, mamo?" Stałam się ekspertem od wszystkiego.

2/ A odkąd Chłopiec zrozumiał, że wszystkie te "sz", "cz", "r", "ż" to jest dla niego bułka z masłem, kiedy mówi wszystko szeleści, trzeszczy i chrzęści niemiłosiernie.

3/ Ostatnio rządzi ta piosenka:
I love you
You love me
We're a happy family
With a great big hug and
A kiss from me to you
Won't you say you love me too?
Obowiązkowo z całusem gdzieś między 2 a 3 linijką.

Miłego tygodnia!

niedziela, 11 października 2009

W drodze


Jesienne podróże samochodem i takie jak te migawki przywołują mi na myśl jesień na wschodnim wybrzeżu USA. Kolory tak nasycone, że nierzeczywiste, indian summer, ogromne bele siana na pochyłych zboczach.
I film "Prosta histora" ("Straight Story") Davida Lyncha, który za każdym kolejnym obejrzeniem wzrusza mnie bardziej i bardziej.

sobota, 10 października 2009

Światłoczułe


Siedzę przy biurku i patrzę w okno ponad ekranem laptopa. Widzę obrazy namalowane deszczem i światłem. Swój pokój i siebie po drugiej stronie szyby. Probuję zamknąć te obrazy w moim aparacie, ale to niemożliwie. Próbuję.

Szukam w necie informacji o Evie Rubinstein, której zdjęcia zachwyciły mnie dzisiaj na wystawie w Muzeum Narodowym. Oglądam je ponownie na ekranie komputera i dalej są "moje".

Bardzo polecam wycieczkę do Muzeum Narodowego w Warszawie na Światłoczułe Kolekcje fotografii.

PS Na Chłopcu ani Muzeum Narodowe ani fotografie nie zrobiły większego wrażenia (wydaje mi się, że koncentrował się raczej na pizzy, którą miał zjeść po wystawie:)). Spodobała mu się tylko jedna fotografia - z zaparkowaną na pierwszym planie syreną FSO. Każdy znalazł coś dla siebie.

Joyeux anniversaire Maja pour tes 6 ans!


Życzymy Ci, abyś całe życie była taka szczęśliwa i urocza jak jesteś dzisiaj!
_
PS Poprosiliśmy listonosza o pomoc:-)

piątek, 9 października 2009

Cinema Day


Piątki w przedszkolu Chłopca nie są zwykłymi piątkami. Każdy piątek to "Attractive Friday". A dziś jest "Cinema Day". Czyli oglądanie filmu i chrupanie własnoręcznie zrobionego popcornu. Choć popcorn to nie mój smak zupełnie, to film bym chętnie obejrzała...
Jedyną atrakcją mojego piątku jest to, że mogę założyć do pracy jeansy;-)
Do soboty:-)

czwartek, 8 października 2009

“You just know she wears them”


Po tym jak Raincloud (którą pozdrawiam:)) zamieściła na swoim blogu ilustrowane reklamy vintage, zmobilizowałam się wreszcie do napisania o swojej własnej, skromnej kolekcji (szumnie powiedziane) ilustrowanych reklam amerykańskiej firmy "McCallum Silk Hosiery", produkującej jedwabne pończochy na przełomie XIX i XX wieku. "McCallum Silk Hosiery" została założona w 1898 r. w Northampton (Massachusetts) przez Alexandra McCallum, jego syna George’a i Edgara F. Crooks. I jak wynika z nielicznych publikacji znalezionych w Internecie, szybko stała się ważnym graczem amerykańskiego "silk business".*

Tytuł tego posta to slogan reklamowy tej firmy, który pojawia się na wszystkich reklamach z pierwszego i drugiego dziesięciolecia ubiegłego wieku."You just know she wears them". Slogan, przyznajcie, bardzo finezyjny.

Ale to reklamowe ilustracje są tutaj najważniejsze. Bo są przepiękne, bardzo kobiece, rysowane miękką linią, a równocześnie zabawne, z przymrużeniem oka. Myślę, że również dziś przyciągnęłyby uwagę i zachęciłyby do zakupu jedwabnych pończoch (już samo wyrażenie „jedwabne pończochy” ma na mnie dużą siłę oddziaływania:)). Wszystkie reklamy z lat dwudziestych utrzymane są w podobnej konwencji, ich stworzenie było zlecane popularnym wówczas artystom, lecz w większości są dziełem trzech osób: Mary MacKinnon, M.C. Woodbury i Katharine Sturges. Te trzy, które mam, są właśnie z tego okresu. I na żywo są zdecydowanie ładniejsze niż w necie.

Kojarzą mi się z książkami Agathy Christie, w których sekretarki nazywają się Grosvenor (!) i noszą dopasowane wełniane kostiumy oraz "najdroższe nylony z czarnego rynku":)

Zdjęcia kilku reklam "McCallum Silk Hosiery" można obejrzeć tutaj. Czasem oryginały pojawiają się na ebay. I choć ciągle nie wiem, gdzie je powiesić po remoncie, to lubię na nie czasem popatrzeć nurkując na dno szafy, gdzie leżą:)

* nie udało mi się ustalić, jak potoczyły się losy tej firmy po II wojnie światowej.

środa, 7 października 2009

"Kocham to miasto zmęczone jak ja..."


Jechałam wieczorem samochodem i słuchałam piosenki T-Love.

Lubię mieszkać tu, gdzie mieszkam. Lubię to miasto. Tu poznałam Tatę Chłopca. Tu mieszkaliśmy razem w małym mieszkaniu na "zielonym (i nie tylko;-)) Żoliborzu". Wreszcie, tu urodził się Chłopiec.

Jasne, że zdjęcia powyżej nie pokazują "betonu stolicy". Ale (że pozwolę sobie zacytować samą siebie): "Wszystko jest kwestią dobrego kadrowania" ;-)))*

Miłego dnia Wam życzę w ten słotny dzień!

* Wow;-)

wtorek, 6 października 2009

Litery i pomarańczowy tydzień


Dzisiaj dowiedziałam się, że Chłopiec umie napisać niektóre litery. "Napisz "M", proszę." Jest "M" - IDEALNE. "Napisz T" - jest i "T", "napisz L" - jest w lustrzanym odbiciu. Napisz "A" - "A" zgubiło górny łuk, ale jest "H":-)
Te zamaszyste pociągnięcia kredką to fragment słońca narysowanego w przedszkolu, dla mnie w prezencie:-)
Kolorem tygodnia jest pomarańczowy, a tematem tygodnia "jesień i zapadanie w sen zimowy zwierząt, spadające liście i zmieniająca się pogoda." Czyli jak na moim blogu, może poza tym zapadaniem w sen zimowy...

Orzechowy zawrót głowy


Na szczęście Chłopiec nie ma uczulenia na orzechy.

poniedziałek, 5 października 2009

...


"Mamo, czemu płaczesz? Do kogo chcesz? Do kogo tęsknisz?"
Żelazna logika Dziecka. Rozbrajająca.
Kocham to moje małe mądre Dziecko.

niedziela, 4 października 2009

Samoobsługa i narodziny mężczyzny;-)


Od jakiegoś czasu trwa era samoobsługi u Chłopca. Patrzę i nie wierzę. Jedzenie, ubieranie, rozbieranie, mycie.

A po tym jak Chłopiec zamknął mi przed nosem drzwi od toalety i moja pomoc przestała być w tym temacie potrzebna, zrozumiałam, że mam w domu drugiego mężczyznę. Jestem w mniejszości.
PS Na zdjęciu dzisiejszy spacer i kolekcja dyń SGGW. Imponujące.

Drobne przyjemności


Po lewej pierwsza karuzela, na której kręcił się Chłopiec w czasie swoich pierwszych wakacji.




Po prawej hamak, w którym chętnie bym się położyła. Nie widać tego na zdjęciu, ale mieszkańcy tego domu mają taki widok z okna (w zależności od tego w którą stronę świata mają ochotę spojrzeć):

sobota, 3 października 2009

Miłego weekendu!


Nie jestem już mamą. Od 3 dni Chłopiec mówi do mnie "mamija". Od "mama i ja".
I jak to się dzieje, że wybierając się na zakupy po ubrania dla siebie, wracam z rzeczami dla Dziecka i innych znajomych dzieci. I z książkami.

piątek, 2 października 2009

Leniwy poranek


Czuję ruch. Otwieram jedno oko albo wyciągam rękę. Aha, Chłopiec znów kończy noc w naszym łóżku. Udaję, że śpię dalej, żeby jeszcze chwilkę poleżeć i dokończyć sen. I liczę na to, że Chłopiec pośpi jeszcze 5 minut. Nic z tego (zazwyczaj). Chłopiec domaga się butelki z mlekiem. Tata Chłopca wstaje i wraca z zamówieniem. Trwają pertraktacje co do miejsca, w którym Chłopiec skonsumuje swoje mleko (wtedy czasem śpię, a czasem już nie). Dobrze, wstaję. Łazienka. Zastanawiam się, czy najpierw ubrać Chłopca czy siebie. Zacząć się malować, czy nie. Maluję lewe oko, Chłopiec niesie zestaw-gigant ciastoliny. Tuszując rzęsy w lewym oku, próbuję mu wyjaśnić, że teraz nie, że wieczorem się pobawimy. W międzyczasie dochodzę do wniosku, że Chłopiec jednak powinien się już ubrać (może potem zajmie się czymś innym). Wybieram ubranie dla niego (sama ciągle w piżamie i z jednym okiem umalowanym). Ubieram go (próbuję, bo zwykle ma do załatwienia milion spraw w tym czasie) i namawiam do skorzystania z łazienki (zwykle, na tym etapie, bezskutecznie). Kończę się malować, czesać. Pędzę do swojej szafy. Nie wiem co założyć/nie mam co założyć, bo nic nie pasuje/jest stare/i w ogóle (opcjonalnie). Udało się. Śniadanie. Tata Chłopca na szczęście robi mi kawę. Przy stole. Próbuję, razem Tatą Chłopca, namówić go do zjedzenia śniadania (czasem się nie udaje, w każdym razie nie w wymiarze, który ja zakładałam). Kątem oka rzucam okiem na TVN24, żeby sprawdzić, co w matrixie. Kończę szybko śniadanie i pędzę dokończyć toaletę. Pakuję się do pracy, pakuję Chłopca do przedszkola. Myję Chłopca, Chłopiec myje zęby. Ubieramy się i wychodzimy. Tata z Chłopcem idą do garażu po samochód, żeby go odwieźć do przedszkola. Ja biegnę do metra (już wiem, że się spóźnię). Jest metro. Siadam. I mam 25 minut dla siebie:-)

PS Żeby nie było, że tylko ja i ja. W czasie moich przygotowań do wyjścia, Chłopcem zajmuje się Tata. I nawet udaje mu się zejść na dół do piekarni po pieczywo na śniadanie. Chyba jest lepiej zorganizowany niż ja.
PS2 Post zainspirowany tym cudnym postem Ani:-) Oj, pamiętam jeszcze takie poranki...

Spokój


Książka, a może gazeta, kanapa, kubek kawy, a może herbaty. Spacer. Może zakupy (gdzie się podziały wszystkie moje swetry i spódnice?). Bez pośpiechu, spokojnie, normalnie.

Czekam na weekend.
UPDATE po weekendzie. Zakupy i spacer były, ale resztę czasu spędziłam z laptopem na kolanach robiąc kolejną wersję dokumentu, nad którym pracuję. Bardzo udany weekend.
PS Wchodzę i widzę 1000 odsłon mojego profilu! (połowę pewnie sama wyklikałam:))

Klonowe liście


Chyba najładniejsze z całego jesiennego asortymentu.
I Chłopiec ubiegłoroczny. Ja (żąglująca liśćmi) rownież.

czwartek, 1 października 2009

Warszawa


Ze zgrozą zdałam sobie sprawę, że nie mam ŻADNEGO zdjęcia Pałacu Kultury...;)

środa, 30 września 2009

Odpoczynek


Dla zrównoważenia tego "zaduszkowego" zdjęcia z poprzedniego posta.

Mama w pracy


Jestem jednym wielkim wyrzutem sumienia z powodu powrotów z pracy wtedy, gdy moje Dziecko już śpi. Nie wiem dlaczego myślałam, że będzie inaczej?
"Mamo, nie musisz iść do pracy i zarabiać na chlebek. Mamy jeszcze chleb. Jest w tym pudle*". Właściwie wszystko zostało powiedziane, prawda?
* chlebaku

Festyn


Zdjęcia zrobione podczas dzielnicowego Festynu Sąsiedzkiego:-) Pod naszymi oknami.

Kiedyś uważałam, że takie festyny są straszne. Ale teraz myślę, że nie są zle (może są lepiej zorganizowane?) Mają swój klimat. Sympatyczny.

W każdym razie dzieci bawią się wybornie. Bo można:
wejść do wozu strażackiego,
wytaplać się w pianie do gaszenia pożaru,
przebijać gigantyczne mydlane bańki (tym na zdjęciach udało się umknąć małym paluszkom),
robić "gniotki" z gumowych balonów, kaszy i ryżu,
malować palcami na wielkiej planszy,
pomalować swój kubek,
pokazać na estradzie, że ładnie się tańczy, śpiewa, recytuje i zostanie się za to nagrodzonym brawami albo po prostu tam postać i dotrzymać towarzystwa swojemu dziadkowi, który gra na gitarze i śpiewa piosenki,
zjeść gofra z bitą śmietaną i watę cukrową (uwielbiam, czego nikt z moich bliskich nie może pojąć), etc.
Dużo można.

Lepsze to niż "modne" obecnie spacery po centrum handlowym, prawda?

Stałam w oknie sypialni po zmroku i patrzyłam na kolejne występy taneczno-wokalne. I zgromadzonych wokół mieszkańców mojej dzielnicy, biegające dzieciaki albo takie siedzące w wózkach. Patrzyłam jak powoli impreza się kończy, cichnie muzyka, wygaszają grille, a sprzedawcy zwijają kramy. I myślę sobie, że cenne jest to, że komuś się po prostu "chce". Chce organizować takie imprezy i na nich występować.

wtorek, 29 września 2009

c.d.n.


Dziękuję pięknie za wszystkie życzenia i miłe słowa. I poproszę o kciuki za jutrzejszy dzień.

A na zdjęciu Ktoś kogo widok zawsze sprawia, że czuję się lepiej. W ulubionym fotelu.

czwartek, 24 września 2009

Niestety

znikamy z powodów zdrowotnych:-(
Do zobaczenia za jakiś (lepszy, mam nadzieję) czas.
Pozdrawiam!

środa, 23 września 2009

Scrapcooking


czyli idealne rozwiązanie dla tych, dla których kleks z bitej śmietany jest szczytem możliwości dekoracyjnych. Czyli dla mnie.

A, i nie zwariowałam, ale to nie moja wina, że IKEA sprzedaje świąteczne foremki we wrześniu, a potem Dziecko za mną chodzi i chce zjeść małego konika... (dużego zjadłam ja). A jedyny papier do scrapcookingu mam w biegnące renifery. Wzór nie wyszedł wyraźnie, bo instrukcję obsługi tradycyjnie przeczytałam "po", a nie "przed".

wtorek, 22 września 2009

Kto był przed nami


i zebrał wszystkie kasztany?;-)

poniedziałek, 21 września 2009

Za chwilę będzie tak:


Jutro idziemy na kasztany.

Na zwolnieniu


Może wreszcie wydobrzejemy, wszyscy Troje?:-/
A na pewno skorzystamy z pięknej pogody.
Tak, wiem że jestem nudna z tym angielskim, ale nadziwić się nie mogę.
Zatem nowości z dzisiaj:
Have a seat!
You can do it! (podczas robienia fikołków na łóżku)
Hickory Bumble Bee and we see ... ? [Bumble Bee to grupa przedszkolna Syna]

Memory box


Zauważyłam dziwną prawidłowość, że im Dziecko starsze, tym mniej rzeczy tam wpada.
A częściej ogląda się te, które już tam są. Może dlatego, że wszystko w tym pudełku jest "pierwsze":
pierwsze ubranie,
pierwsze buty,
pierwsza maskotka,
pierwsza łyżeczka,
pierwszy i zarazem ostatni smoczek,
pierwszy odcisk małej dłoni i stopy,
blok z pierwszymi rysunkami,
pierwsze większe prace plastyczne,
pierwsze pocztówki/listy adresowane do Chłopca, w tym ulubiona kartka urodzinowa od Mai:-)
2 "albumy małego dziecka" (sama się dziwię, że byłam taka sumienna w ich prowadzeniu;-), a w nich też pełno pamiątek,
etykieta z Dom Pérignon, którym świętowaliśmy narodziny Chłopca:-)
wydania gazet z dnia narodzin Chłopca (dzięki nim mam dowód, że mój Syn urodził się w samym środku energetycznego chaosu:)),
etc.
Od jakiegoś czasu wszystko to oglądamy wspólnie. I jest miło.
Macie takie pudełka? Co jest w środku?

niedziela, 20 września 2009

My


"I love you, and you love me". Tak cały dzień śpiewał mój Syn.

Niestety, dalszego ciągu piosenki nie zrozumiałam. Może mają wieczorne kursy doszkalające dla rodziców?
;-)

Utensylia



Lubię fotografować przybory kuchenne.
Te z kolekcji Nigelli L. są wyjątkowo urodziwe.

sobota, 19 września 2009

...


piątek, 18 września 2009

Pokój z widokiem



Jeśli mogłabym wybrać sobie dowolny widok za oknem mojego domu, to byłby to widok na morze.

"I don't like it"


oznajmił Chłopiec w trakcie mycia głowy.

Angielskie słowa sypią się jak z rękawa. A to dopiero 2 tygodnie przedszkola za nami.

Yes, No, Please, Thank you, Hello my Friends:-)

czwartek, 17 września 2009

Kryzys mija. Babysitter. Książki.


W telegraficznym skrócie:

Przedszkolny kryzys mija. Od 2 dni jest znowu "fajnie".

Chłopiec polubił bardzo swoją "babysitter". My też. Może zaczniemy chodzić do kina?;-)

A książki? Po prostu są.

poniedziałek, 14 września 2009

Z lewej jesień, z prawej wiosna.

sobota, 12 września 2009

Maki. M jak Mama.



Tak, to dziecko, które przewróciło ogrodzenie, to Chłopiec (jeśli ktoś z Was dziś tam był).

I zdania dnia: "Mama, call the doctor! No more monkeys"(?!).
Czego oni ich tam uczą? Bo "clean up time" - to mi się podoba:)
A, poniżej dzisiejsze próby pisania M jak Mama.

piątek, 11 września 2009

Jakie to miasto?



Zgadza się. To Londyn.
Czyli miasto w południowo-wschodniej części Wielkiej Brytanii.
Czyli miłość od pierwszego wejrzenia.
Czyli ciągły niedosyt.
Czyli miejsce gdzie pojadę kiedyś z Chłopcem i będziemy chodzić, chodzić i chodzić.
Ach!
Zapomniałam o zakupach:)

czwartek, 10 września 2009

Przeczekać kryzys i update


i nie ten ekonomiczny, ale przedszkolny.

"Jak było w przedszkolu ? " - pytam codziennie. I dziś słyszę: "Dobrze. Płakałem i chciałem iść do Ciebie". Z tego płaczu dziś usnął w objęciach "swojej" Pani (a nie leżakuje w przedszkolu) i spał 40 minut.

Tak sobie myślę, że kryzys nastał, bo Chłopiec zrozumiał, że to całe przedszkole, to nie doraźna impreza raz w tygodniu, ale rutyna dnia codziennego.

Gdy pytam dlaczego przedszkole mu przestało podobać, to słyszę:
-jest niefajne,
-jest brzydkie,
-wstydzę się dzieci (również niefajnych),
-nie chcę śpiewać na piętrze (!) [również nie chciałam nigdy i nigdzie śpiewać].

A z drugiej strony, z wyraźnym zadowoleniem opowiada jakie nowe słowa zapamiętał ("Posprzątajcie zabawki! Ok., everybody?":)

A jutro w przedszkolu "piżama party". Gdy mu wyjaśniłam co będą robić, to się ucieszył.
Mam nadzieję, że kryzys minie. Wkrótce.
-
Dzisiejszy poranny update:
Przed wyjściem do przedszkola, Chłopiec kilka razy upewniał się czy idziemy do kawiarni:/
Kiedy wręczyłam mu torebkę z piżamą, stwierdził, że może potrzymać, ale w pizzerii odłoży na bok, bo będzie jadł pizzę...
I tak.
I słyszę: "jeszcze nie wychodzimy", "jeszcze się poprzytulamy", "jeszcze zjemy śniadanie".
Niefajnie:(
I po dzisiejszym poranku, dochodzę do wniosku, że to Tata powienien Go zaprowadzać.

Eksplozja


Pewien Pokój w pewnym Mieście


czyli Miejsca.

środa, 9 września 2009

Ready Steady Go!


Jak od dwóch dni powtarza moje Dziecko.
A z życia przedszkolaka:
Ja: "Jak było w przedszkolu ?"
Chłopiec: "Usiądź, to Ci opowiem. "
Ja: "Jak było w przedszkolu?" [a dziś było kryzysowo]
Chłopiec: "Dobrze. Płakałem do Taty."
PS Niestety zdjęcia średniej jakości, bo robione godzinę temu przy sztucznym świetle 20 żarówek (czyli po powrocie z pracy).

Wrzesień


Jesień to moja ulubiona pora roku. A Chłopiec lubi szaleć w jesiennych liściach. Ergo bedzie tutaj dużo jesieni tej jesieni.
PS Dzikie wino na moim balkonie było takie czerwone już w sierpniu.

wtorek, 8 września 2009

Żółty "kolorem tygodnia" w przedszkolu


Poza tym, jak dowiaduję się z przedszkolnego newsletter'a, literką tygodnia jest "A", cyfrą tygodnia "1", a kształtem "koło". A cały tydzień pod hasłem "All about me". Trochę jak tytuł bloga:-)

Chłopiec w przedszkolu zachowuje się bez zarzutu. Rano trochę marudzi, że nie chce iść do przedszkola, ale potem dzielnie godzi się z losem.

Dziś zaproponował, że zostanie w domowym przedszkolu, a Panią będę ja...

PS Zdjęcie po lewej zrobione w Bam Bam Studio. Miejsce na jesienną słotę jak znalazł.

PS 2 Kalosze z Muminkami są tutaj i tutaj (to drugie zdjęcie z netu).

?


Ja nie byłam w stanie zdecydować się na jeden kolor. Podobały mi się wszystkie.

poniedziałek, 7 września 2009

Bałtyk razy dwa, poproszę!



Lubię Bałtyk i bałtyckie wybrzeże. Tak mniej więcej do linii gdzie kończą się wydmy.
PS Nie, nie jestem nad Bałtykiem, niestety.

sobota, 5 września 2009

Wybory. Powrót do pracy.


Te ze zdjęcia trywialne, przyjemne. Na chwilę przed powrotem do pracy.
Po 6 miesiącach przerwy. I wcale nie mam ochoty wracać.
To była naturalna potrzeba Jego i moja. Żeby spędzić te pół roku z Chłopcem zanim ten zadebiutuje w przedszkolu. I zanim zacznie się nowy etap w jego dziecięcym życiu. Chociaż nigdy bym nie przypuszczała - wracając do pracy po 6 miesiącach urlopu macierzyńskiego - że rozpocznę urlop wychowawczy, kiedy moje Dziecko będzie miało 2 lata i 3 miesiące. I żałuję, że nie zrobiłam tego 3 - 4 miesiące wcześniej. I oczywiście wyrzucam sobie, że mogłam ten czas spędzić z nim lepiej, produktywniej, bardziej się starać, mniej denerwować... Ech... Mam doła głębokiego jak Rów Mariański:(

Różności


Urodzinowa Cola;
Uporządkowane gazety;
Worek spakowany do przedszkola;
I zabawy mydlinami (czyli czym się bawi Dziecko, które powinno być w przedszkolu, a nie jest).

piątek, 4 września 2009

Komplementy


Mój Syn mówi mi komplementy. Nie szafuje nimi zbytnio, ale jego komplementy są przemyślane. Zdarzało mi się słyszeć: "Ładnie wyglądasz, Mamo" lub "Ładną masz sukienkę" (właśnie sukienki jakoś Go "prowokują" do komplementowania). Dzisiaj zmieniłam fryzurę. Po powrocie od fryzjera przyglądał mi się uważnie kilka minut, uśmiechał pod nosem i wreszcie stwierdził: "Fajnie wyglądasz, Mamusiu". Potem uznał, że należy mnie utwierdzić w tym, że w jego mniemaniu ładnie wyglądam (w końcu wszyscy odradzali mi obcięcie grzywki;-)) i w piekarni też się wypowiedział w tej kwestii. Głośno, bo przecież stał przy drzwiach, a ja w głębi. Bardzo lubię jak patrzy na mnie cała dłuuuga kolejka:-)

Kolor zielony


jest sponsorem dzisiejszego odcinka. Ten za oknem chyba przechodzi już w stan spoczynku.
PS Mogłabym mieszkać w tym domu na zdjęciu...

czwartek, 3 września 2009

Dlaczego? Nocny spacer.


"Dlaczego, Mamo powiedz mi dlaczego?" Odpowiedzi zdawkowe i niewyczerpujące tematu są ignorowane. Okres "pytalski" trwa już jakiś czas, ale chyba zaczyna nabierać tempa.

Niedawno wróciliśmy z nocnego spaceru. Bo Chłopiec zakończył popołudniową drzemkę o godzinie 19, bo wieczór taki ciepły, bo czasem trzeba coś zrobić niezgodnie z ustalonym rytmem. Lubię spacerować w nocy. Moje dziecko chyba też. Czy muszę kogoś przekonywać jak przyjemnie jest kręcić się na karuzeli, w nocy, na ciemnym placu zabaw?:) Gdy wracaliśmy na głowy spadł nam ciepły deszcz i zapachniało "majem" we wrześniu. Chyba jeszcze nigdy nie żałowałam tak bardzo, że ten wrzesień tak szybko nadszedł...

A zdjęcia powyżej z innych nocnych spacerów z Chłopcem.

Młynek


Młynek dostałam od swojej ukochanej Babci. Ona dostała go od swojej przyjaciółki, która z kolei dostała go w prezencie ślubnym od swojej mamy, która ... i dalej nie wiem. Myślę, że ma około 100 lat. Może trochę więcej. I działa bardzo dobrze, pamiętam, że Babcią mieliłyśmy w nim cukier na cukier puder:-)

środa, 2 września 2009

Dwa oblicza jednego spaceru. I najlepszy plac zabaw.



Właściwe się dopełniają, prawda?
Na zdjęciach, Chłopca i mój ulubiony plac zabaw. Jak na porządny plac zabaw przystało, jest fontanna i są kamienie:-) I miejsca do wspinaczki. To dla Chłopca.
Mnie podoba się koncepcja i design. Szum wody i to, że nie ma rozsypanego piasku [brrrr:-(]. I to, że jest dość spokojnie;-)

Wszystkie kolory Maghrebu - w 4 odsłonach





Wahałam się, bo to zupełnie nie moje klimaty. Ale to zdjęcie w zapadającym zmroku lubię.

wtorek, 1 września 2009

Zamiast przedszkola


które Chłopca ominie w tym tygodniu - nowe książki. W tym polsko-angielskie. Kupiłam, położyłam na sofie i zajęłam się obiadem. Po chwili słyszę: "one, two, three, seven, we, when, hello...". I zastanawiam się, skąd wiedział, że 3 z tych książek są w języku angielskim?

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

"Chciałbyś mieć psa?"


Ja: "Chciałbyś mieć psa?"
Chłopiec: "On będzie mi się wyrywał". Po chwili namysłu: "Kupisz mi DZIŚ psa?"
Ja: "Muszę porozmawiać z Tatą".
Chłopiec: "A co Tata powie, jak on będzie mi się wyrywał?"

I tak sobie rozmawiamy przy zupie.

niedziela, 30 sierpnia 2009

Stare i Nowe, ale zawsze Białe


albo prawie białe.

sobota, 29 sierpnia 2009

Powietrze, woda, kamień i hulajnoga


Ergo spacer.

piątek, 28 sierpnia 2009

Przekornie,


w ostatni weekend wakacji...

Nie, jednak ciągle trwa lato


Tylko dlaczego w lecie ma się taki okropny "listopadowy" kaszel i katar?:-(

czwartek, 27 sierpnia 2009

Starsza Siostra, czyli jak nadrobiłam zaległą lekturę

Przyjechała do Chłopca na jeden dzień i jedną noc Starsza Siostra.

Starsza Siostra jest obiektem szczególnej adoracji mojego Syna. Jeśli kiedykolwiek widziałam, jak ktoś spija słowa z ust drugiej osoby, to właśnie w relacji Chłopiec - Starsza Siostra. Przy Starszej Siostrze pełen energii łobuziak zmienia się w bezkrytycznego naśladowcę zachowań i bezwolnego wykonawcę poleceń Starszej Siostry. Siedzę na leżaku z gazetą w ręku i patrzę jak Chłopiec od godziny karmi plastikowym, żółtym kręglem pluszowego kurczaka, kątem oka obserwując jak Starsza Siostra karmi butelką swojego misia.

A że Starsza Siotra jest równie urodziwa, co rozumna, to zabawy przez nią proponowane bardzo mi się podobają (zazwyczaj:)). "Bawimy się w przedszkole - ja będę Panią, ty będziesz Dzieckiem, dobrze ?!"I Starsza Siostra przez godzinę magluje Chłopca z kolorów, literek, cyferek... Opowiada mu książki. A potem rysują, malują, bawią się ciastoliną, stemplują, a dziś nawet "pisali umowę" jak oznajmił mi Chłopiec. Na wynajem volkswagena;-) Wszystko za zamkniętymi drzwiami pokoju Chłopca. Teraz już wiecie jak to się stało, że przeczytałam wszystkie zalegające na stoliku gazety:-)

Oczywiście ta sielanka nie trwa wiecznie. Starszą Siostrę nudzi z czasem bycie przedmiotem kultu (kogo by nie znudziło?). Chłopiec wraca do samochodów (chociaż czasem bawią się nimi razem) lub zaczyna przejawić niepokojącą niesubordynację:) No, i kiedy w pobliżu pojawi się bardziej towarzysko atrakcyjny równieśnik Starszej Siostry:) Ale jak mówi moja Teściowa: "Dobra i godzina":)

Ale Chłopiec jest w sytuacji idealnej, bo ma jeszcze Młodszą Siostrę, dla której moze być Starszym Bratem...

Dialog



Chłopiec: "Wygram w totolotka".
Babcia: "Co mi kupisz, jak wygrasz w totolotka?"
Chłopiec: "Fadromę".

Więcej pytań nie było.
A w oczekiwaniu na wygraną, gramy w kółko i krzyżyk.

"Czy można dotknąć tęczy?"


Tak! Dużo tych tęczy u nas ostatnio. TO po lewej to również tęcza. Ale pewnie się już domyśliliście:)

Matching colors


czyli jak się wtapiamy w otoczenie na spacerze.

Idzie jesień?


Z dzisiejszego spaceru.

środa, 26 sierpnia 2009

Babcia Vespa i rupiecie


Z designu napisu "vespa" wnioskuję, że to jakiś bardzo stary model. Na znalezionych w necie zdjęciach vesp z połowy lat 50tych, napis jest już taki jak obecnie.

Sjesta. Lexington. Zupa z marchwi.


Znacie Lexington ? Mają w swojej ofercie ubrania i rzeczy dla domu. Takie w stylu "Nowej Anglii" (ja go tak nazywam), który lubię. Ale przede wszystkim w swoich katalogach zamieszczają bajeczne zdjęcia tych produktów. Nie potrafię wyrzucić starych broszurek z ubiegłego roku - oglądanie tych zdjęć mnie relaksuje:-) Idealnie komponują się z książką Clare Ferguson "Pikniki". Zupa z marchwii, pomarańczy i kardamonu jest rewelacyjna - zrobiłam!:-) Próbowałam odtworzyć smak pewnej zupy, którą kiedyś jadłam w Kilkee i prawie się udało;-)

Tęcza na śniadanie

wtorek, 25 sierpnia 2009

Jeśli to nie skok rozwojowy widziałam dzisiaj,


to ja już nic nie wiem.

Serce różowe - moje, serce niebieskie - Chłopca.

Nagle zaczął posługiwać się nożyczkami (bilety zostały pocięte na maleńkie kawałki). Do tej pory był to problem. Kladłam to na karb wyraźnej leworęczności i dylematu wyboru ręki:)

Na spacerze, po 5 dniach niejeżdzenia na hulajnodze, nagle zaczął na niej balansować ciałem, skręcać i hamować tylnym kołem.

Odmówił pomocy przy założeniu butów (a nie lubi się sam ubierać).

U dentysty - pełna współpraca.

Konie


Są w porządku. I przedszkolna wyprawka też z końmi. Lecz te mechaniczne ciągle rządzą...

sobota, 22 sierpnia 2009

Dziewczynka


Fryzura to moje dzieło:-)

W domu z historią w tle


piątek, 21 sierpnia 2009

Ulubiona kawiarnia Chłopca


mieści się przy naszej ulicy. I jest w niej wszystko co w każdej szanującej się kawiarni być powinno: świeżo wyciskany sok z pomarańczy i pudło z metalowymi oldskulowymi samochodami.

Na szczęście są w niej też kolorowe czasopisma, dzięki czemu mogę skupić uwagę na czymś innym niż wolno przesuwający się korek samochodów pomiędzy szklanką z sokiem a filiżanką kawy.

Z Tolą. W Wilanowie.


Większość activities miała miejsce w kałuży, na mokrej od deszczu trawie i w bukszpanowym żywopłocie. W ogóle było dużo wody. Były też kaczki i wiewiórka. I był deser owocowy w kawiarnii. Jak widać było super!:)

Hulajnoga


Po prostu chwycił za kierownicę i pojechał. Ja się zastanawiałam, jak mu pokazać jak się jeździ na hulajnodze, na której max. obciążenie to 20 kg. A on robi najazdy jak do potrójnego tulupa:-)

Czyli strzał w dziesiątkę. Hulajnoga jest świetna. I znowu podziękowania dla Magdy, Mamy Toli, bo bez jej bloga raczej bym się nie dowiedziała o tej hulajnodze.

czwartek, 20 sierpnia 2009

Łódka i słońce. Coś się zmieniło


kiedy nas nie było.
Chyba powoli kończy się era abstracji w rysunku. Na tablicy Chłopiec narysował łódkę i słońce. I ja tam TO widzę;) I dźwigi z klocków bardziej finezyjne.
A, i powoli przechodzimy z marek samochodowych na motorowe: "Mamo, czy to jest Harley?". Był.

niedziela, 16 sierpnia 2009

Na czarno i na biało


Ostatnie zdjęcia przed zderzeniem aparatu z podłogą:-( Tak to jest jak się robi zdjęcia na obcasach, z aparatem w jednej i butelką w drugiej,-)
Miłego nowego tygodnia!

piątek, 14 sierpnia 2009

Przerwa, po raz kolejny


Począwszy od poniedziałku, przez jakiś czas, mój dostęp do netu będzie ograniczony i na blogu nastąpi przerwa. Do zobaczenia niebawem:)

Kryzys czytelniczy. W technikolorze.


Mojego Syna dopadł kryzys czytelniczy. Do niedawna mogliśmy czytać, z przerwami, cały dzień właściwie (nie czytamy nigdy przed snem, za szybko zasypia:)). Zawsze gdy książka wpadła mu ręce (co nie jest trudne, bo książki Dziecka leżą w każdym pokoju), przynosił ją z prośbą o poczytanie. Sam też sobie "czytał", bo znał całe fragmenty na pamięć. A od powrotu z wakacji-zastój totalny:( Ani stare ani nowe książki go nie interesują. Interesują go tylko samochody i zabawa nimi. Również inne zabawy są jakoś w odwrocie (zdjęcia powyżej są z okresu "przed"). Mam nadzieję, że to przejściowe (jak wszystkie inne kryzysy).
Znam jednak innego automaniaka, który mawiał, że skończy tę architekturę, żeby mama nie marudziła, a potem i tak otwiera warsztat samochodowy. Architekturę skończył i zajmuje się samochodami zawodowo (ale nie ma warsztatu:-)

czwartek, 13 sierpnia 2009

Niewyraźnie


Z mojej kuchni


Lubię swoją obecną kuchnię. Liść laurowy w kształcie serca znalazła wiele lat temu moja Mama. Oprawiony w ramkę był chyba w każdej mojej kuchni.
Ale nie jestem pasjonatką gotowania. Czasem się zastanawiam, czy w ogóle to lubię. Ale uwielbiam samo jedzenie i wszystko co się z tym wiąże: kulinarne wyprawy, książki, przedmioty.
Próbowałam kiedyś wyjaśnić znajomemu, że można kupować książki kulinarne dla samej przyjemności ich kartkowania, cieszenia oczu pięknymi fotografiami, bez konieczności wypróbowania zawartych w nich przepisów. Że mozna mieć kolekcję foremek do pierniczków i nie musieć piec co weekend, ale raz w roku przed Bożym Narodzeniem. Że można z zainteresowaniem obejrzeć jak Nigella robi pudding, a Martha Stewart indyka i nie czuć potrzeby ugotowania tego, po zakończeniu programu, we własnej kuchni. Ze mną tak właśnie jest.

Z cyklu: Miejsca


I bańki mydlane trochę większe od moich:-)

środa, 12 sierpnia 2009

Bez tytułu, trochę jesiennie


wtorek, 11 sierpnia 2009

Lubię biały


i nic na to nie poradzę:)
a detale domowe dla Mamy innego Małego Chłopca, z Dublina, która tu czasem zagląda:-) Pozdrowienia:)

Borówki


to ulubiony smak tych wakacji.

A mina nad borówkami bardzo przemyślana. "Tato, patrz jaki jestem śliczny" - wołał mój Syn pozując mi do zdjęć.

Chłopiec i Pies. O przytulaniu.


Pies wabi się Lafi. I na swoje nieszczęście/szczęście jest przytulany mocno i z uczuciem zawsze, gdy pojawi się w pobliżu. Ale nie o przyjaźni z Psem dzisiaj chcę napisać. Chociaż będzie o przytulaniu.

Moj Syn i jego przytulanka odnaleźli się dość późno. Nie pamiętam, kiedy to się zaczęło, ale gdy Chłopiec miał już rok i 7 miesięcy jego więź z przytulanką była trwała. Do tego czasu żadnej z maskotek czy pluszaków, których tradycyjnym powołaniem jest bycie przytulanką, ta sztuka się nie udała. Pamiętam nawet okres, kiedy Syn odmawiał dotykania jakichkolwiek "miękkich" zabawek. Wtedy to plastik królował niepodzielnie. Ślady z tego okresu zostały niedawno przykryte nową wartwą gipsowej gładzi.

Przytulanką mojego Dziecka jest welurowa poszewka z IKEA o wymiarach 60x60 cm. Pierwotnie w kolorze kremowym. Obecnie jedynie jednostki obdarzone wyjątkową intuicją kolorystyczną są w stanie odnaleźć ten kremowy kolor.

Najlepsze bowiem w przytulance jest to, że jest absolutnie wielofunkcyjna:
- przytulanką moża wytrzeć rozlany sok z podłogi,
- w przytulankę można wytrzeć buzię i ręce po zjedzeniu czekolady,
- można nią wyfroterować parkiet w salonie,
- przytulanka chętnie odpoczywa za i pod łóżkiem,
- można omotać nią głowę i zrobić sobie turban, i milion innych rzeczy,
- i wreszcie jak rozkosznie jest, po całym dniu, się do niej przytulić zasypiając.

Rozumiecie teraz dlaczego nie zamieszczam tutaj zdjęć przytulanki?:)

PS Dziś w przedszkolu również bez łez. Co więcej, nie mógł się doczekać wyjścia z domu. I że będzie rzucał ciastoliną z chłopakami. Potem się nawet na nas nie obejrzał. Hmmm.

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Ognisko o smaku jabłka



W sadzie. Nad stawem.
Pieczona kiełbasa. Pieczone ziemniaki. Pieczony chleb. I sól.
I jabłkowy cydr domowej roboty.

"Mamo, nie można wchodzić do wody, bo jest głęboko, tak?"
"Mamo, nie można dotykać ogniska, bo może poparzyć, tak?"
Tak.

Potem dzieci poszły spać. Pojawiła się Wielka Niedźwiedzica nad głowami.
A w ognisku do północy płonęły jabłonie.

Bańki mydlane


Czyli weekend u Dziadków. I Starsza Siostra. Ale to temat na oddzielny post.

Przedszkole!


Zaczynamy drugi tydzień w przedszkolu. Jest dobrze, bardzo dobrze!:) Zwłaszcza w stosunku do naszych obaw i oczekiwań. Oczywiście, były też łzy (po obu stronach). Ale dziś pierwszy raz bez łez zupełnie:)
Na razie jest to tzw. "summer camp". A od września, na poważnie:) Jak się okazuje w męskim gronie:) Na 12 dzieci - 9 chłopców. I opiekun "native" to Anglik. Prawie jak męska szkoła z internatem (dla leżakujących):)

Widzę, że Synek przeżywa nową rzeczywistość szczególnie w nocy, które są mniej spokojne. I częściej słyszę teraz: "Przytul mnie".

PS A, i z okazji rozpoczęcia przedszkola - nowa fryzura:)

piątek, 7 sierpnia 2009

Przed i po (clafoutis z malinami)


Nie potrafię fotografować jedzenia. Po kilku nieudanych podejściach, odpuściłam.
Ale pomyślałam, że zrobię wyjątek, bo
-jest lato i maliny, a clafoutis to jedno z moich ulubionych ciast,
-za równy miesiąc znowu będę kobietą pracującą i nie będę miała tyle czasu na fotografowanie i blogowanie, ile bym chciała,
-dzisiaj są moje urodziny:-)
Zatem clafoutis z malinami, według starego, sprawdzonego i kalorycznego przepisu;): 3 łyżki mąki, 3 łyżki cukru, ziarenka z jednej laski wanilii/cukier waniliowy, 250 ml śmietanki kremówki 18% i 3 jajka. Zmiksować, zalać masą maliny, piec do zezłocenia w 185 stopniach, w termoobiegu. Niektórzy robią clafoutis z mlekiem, ale ja wolę ze śmietanką:-)
Smacznego!:-)

czwartek, 6 sierpnia 2009

Młody Człowiek i sztormiak


środa, 5 sierpnia 2009

Rzeczy znaczenie



Nie jestem typem kolekcjonera. Bez sentymentu pozbywam się niepotrzebnych rzeczy. Ale są przedmioty, których posiadanie sprawia mi przyjemność.

Jak kandyzowane fiołki od Przyjaciółki. Które w świetle słonecznym migoczą srebrnymi drobinkami (nie do uchwycenia na zdjęciu). I które trzymane w pojemniku, przypominają mi o miejscu, w których spędziłam jedne ze swoich najprzyjemniejszych wakacji.
I jak jedwabne buty, w które ubiera się diabeł:) Zakładane bardzo rzadko, z racji wieczorowego wyglądu i niebotycznych obcasów. Które ostatnio przetańczyły noc pod niebem Marrakeszu. I które długo poczekają na następną okazję.
"Chcę to mieć" - czasem mówił mój Syn, widząc samochód. Ja też lubię mieć niektóre rzeczy.

PS A dziś odebrałam z poczty cudną (jak zawsze) paczkę, w której był też prezent urodzinowy dla mnie:-) Dziękuję pięknie!

wtorek, 4 sierpnia 2009

Balans bieli


poniedziałek, 3 sierpnia 2009

W poszukiwaniu środka wyrazu doskonałego


Nieustająco.
I pierwszy dzień w przedszkolu. Całe 4.5 godziny bez mamy i taty:) Ale o tym na razie nie piszę. Żeby nie zapeszyć!:)

niedziela, 2 sierpnia 2009

Dlaczego wracamy do Francji?


Może z powodu piękna rzeczy, budynków, miejsc. Które otacza. Którego nie trzeba szukać. Które jest.
Może z 98 innych powodów.

sobota, 1 sierpnia 2009

Różowy


nie jest moim ulubionym kolorem.

Ale lubię różowe przedmioty, do których ten kolor pozornie nie pasuje. Jak ten skuter na zdjęciu. Poprawiają humor:) A mój Syn ma krzesełko w różowym kolorze. Łamiemy kolorystyczne stereotypy:)

I różowa wstążka w dziewczęcych blond włosach zawsze uroczo wygląda.

piątek, 31 lipca 2009

Prawie jak Warszawa (za panowania Wazów)


Wczorajsza korespondencja mailowa przypomniała mi o tym miejscu.
Jeśli macie wolny weekend, to polecam!:)

czwartek, 30 lipca 2009

"Poszła oliweczka


do Gogolina!" - zaśpiewał mój Syn patrząc na toczącą się po podłodze borówkę, która spadła ze stołu.

Nie nadążam:)

środa, 29 lipca 2009

Ja i ja, i ja, czyli


autoportrety z podroży.
Z cyklu zdjęć, na którym podobasz się sobie w 100% :-) Wyjątkowo, jeśli o mnie chodzi:-)

Świętujemy


koniec braku apetytu - ODPUKAĆ!
i koniec remontu!:) UFF!

wtorek, 28 lipca 2009

W ukrytym zwierciadle


Znajdź lustro na zdjęciu:)
Czy możecie uwierzyć, że ja je zauważyłam dopiero po wklejeniu zdjęcia do albumu?:/

poniedziałek, 27 lipca 2009

We troje


"Rodzino, chodźcie tutaj!" woła moje Dziecko, gdy potrzebuje i Mamy, i Taty.

sobota, 25 lipca 2009

Każdy odpoczywa tak, jak lubi najbardziej


Jedni w ruchu, drudzy w bezruchu. Jedni z samochodem w ręku, drudzy z książką. Jedni wrzucając kamienie do morza, drudzy obserwując tych wrzucających kamienie.

piątek, 24 lipca 2009

---

poniedziałek, 20 lipca 2009

Światło. Z dedykacją.


Dla Martusi, jeśli tu zajrzy.
:-)

niedziela, 19 lipca 2009

Po drugiej stronie okna


sobota, 18 lipca 2009

Solo. Pastelowo. Morze.


Dla wszystkich udających się na wakacje...

piątek, 17 lipca 2009

Migawek ciąg dalszy


Rozgwiazda oczywiście pozostała w swoim naturalnym środowisku. A kawa była pyszna:-)
I zagadka-pytanie: "Jak mieć w pociągu cały przedział dla siebie nie wykupując wszystkich miejscówek?"
Odpowiedź: "Zabrać ze sobą w podróź mojego Syna, który nie przestaje mówić".

czwartek, 16 lipca 2009

Zapach wakacji


to dla mnie zapach lawendy. Może dlatego, że w ciągu ostatnich 3 lat jeździliśmy w miejsca, gdzie lawenda jest dość powszechnym składnikiem miejscowej flory.
Gdy byłam dzieckiem, wakacje kojarzyły mi się z zapachem maciejki (tylko że nie pamiętam już kiedy ostatni raz wąchałam maciejkę :-()
Teraz wkładam do przewodników po miejscach, po których podróżuję i książek, które czytam, gałązki świeżo zerwanej lawendy.

Zastanawiam się, czy mój Syn zna nazwy innych kwiatów ? Chyba nie. Tylko lawendę, którą w tym roku zrywaliśmy wracająć do wakacyjnego domu po dniu spędzonym na plaży.

wtorek, 14 lipca 2009

Ile może się zdarzyć w ciągu kwadransa?


Dużo! Tyle czasu właśnie dzieli te zdjęcia. Nawet nie zdążyłam zmienić pozycji na leżaku;-)

poniedziałek, 13 lipca 2009

Czerwona sukienka, czerwony samochód


W czasie podróży zazwyczaj robię jedno, czasem dwa ujęcia, tego co przyciągnie mój wzrok. Chwytam chwilę i idę dalej. Tak lubię, bo tak robiłam swego czasu moim analogowym aparatem. Zresztą inaczej się nie da, bo podczas fotografowania trzeba mieć równocześnie na oku biegającego wokół Chłopca, którego psoty są szybsze niż najkrótszy nawet czas naświetlania. Czasem żałuję, gdy potem okazuje się, że piekny rożowy skuter zmieścił się w całości w kadrze, a ja mam tylko to jedno zdjęcie.
Czasami jednak robię wiele ujęć. Bo jak przejść obojętnie obok czerwonej sukienki suszącej się na tle rzymskich ruin czy pędzące przed nami po górskich wirażach oldschoolowe czerwone Renault, prowadzone przez staruszka z wprawą kierowcy rajdowego?
A Wy, jak fotografujecie ?

niedziela, 12 lipca 2009

Migawki


Malowniczo. Urokliwie. Leniwie. Wesoło, bo w grupie.
Tak jak powinno być na wakacjach:-)
Pozdrawiamy i dalej ruszamy!

czwartek, 25 czerwca 2009

Przerwa


wakacyjna. Do zobaczenia za kilka tygodni!:-)

wtorek, 23 czerwca 2009

Nie miała znaczka, czyli z życia automaniaka

Muszę to przyznać: mój Syn jest automaniakiem, a właściwie pojazdo-maniakiem: samochody, autobusy, tramwaje, metro, pociągi, samoloty go fascynują (tylko statki, chyba z racji odległości do morza, budzą umiarkowane zainteresowanie).
Nie pamiętam już od kiedy zna i rozpoznaje marki wszystkich poruszających się po naszych drogach samochodów. Rozpoznaje je po znaczku "firmowym", a te bliższe sercu:-) i co bardziej charakterystyczne (Mini Morris, maluch, Polonez), po kształcie. Czasem rozpoznaje modele w ramach niektórych marek.
Nasi znajomi są utożsamiani z posiadanymi przez nich samochodami - mamy np. Ciocię Ford:-)
Ulubione marki się zmieniają, choć najdłużej trwała era "Aston Martin", bez wątpienia.
Moi koledzy z pracy przynoszą mi dla niego "Top Gear" i inne magazyny motoryzacyjne.
Dodam tylko, że zapytany o to jak ma na imię koleżanka z klubiku malucha, odparł: "Nie wiem, nie ma znaczka."

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Są takie miejsca,


do których musisz wrócić. I wiesz to, zanim stamtąd wyjedziesz.

sobota, 20 czerwca 2009

Vous pouvez sentir et toucher



Rozśmieszył mnie ten napis przed sklepem z mydłem.

piątek, 19 czerwca 2009

Od stóp do głów


Ulubiony od kilku tygodni, recytowany kilka razy dziennie, wierszyk Cynamona i Trusi to "Palce" - obowiązkowo z zetknięciem się naszych palców:

czwartek, 18 czerwca 2009

Mowa polska [długie i bez zdjęcia]

Kiedy mój syn miał rok i sześć miesięcy, zaskoczona jego postępami w mówieniu, spisywałam "na żywo" to, co potrafił wtedy powiedzieć.

Dziś wróciłam do tych notatek, po tym jak mnie zapytał poczęstowany malinami: "A nie mam uczulenia? Bo są dobre" i jak stwierdził mijając McDonald's, że "kupiłaś mi tam frytasy, ale nie chciałem ich jeść". Faktycznie, w akcie desperacji żywieniowej, myśląc że się skusi, kupiłam mu frytki w McDonaldzie:/

A rok temu było tak [wklejam w takiej formie w jakiej to zanotowałam]:


Jest w stanie powtórzyć właściwie każde słowo (za wyjątkiem tych super trudnych) [m.in. powtórzy cyfry od 1 do 10];
Ma duży zasób słów własnych, który ciągle się powiększa: mamuś, tatuś, dziadziuś, babuś, tak, nie, okej, ciocia, jabłko, banana, miłość, piwo, mleko, woda, deszcz, pada, gryźć, mniam mniam, myju myju, dodo (gdy chce iść spać), ząbki, a pacer (na spacer), buty, ciapka (czapka), bułku, piciuś, Anusia, Maja, bumbum (auto), pesek (piesek), balkon, oko, buzia, nos(ek), ucho, oko (tak mówi też na okno), idziemy, cześć, misiu, ajo (jajo), kipki (skarpetki), cinka (dziewczynka), tudno (trudno), dzidziuś, cyk (jak coś włącza), pasem, zupku/jupku, kafka (kawa), piku piku (termometr), k(r)ema (krem), (w) majtki, pinia (witamina), paczka, boje się, maluj, baczyć (zobaczyć), gąbek (gołąbek), zimzio (zimno), balkon, szczotka, nie c(h)ę, to c(h)ę, to nie, patki (makaron), bajka, czytu czytu, piłka, agent, tatko, ojciec, matka, chlebek, soczek, pierze się, gryźć, urwało, złaź, ciesie (jeszcze), kapku, gojeś/gące (gorące), weź, włosy, piłeś, drzewo, siły, domu, Wasiawy (Warszawy), zdrówko (kiedy kichnie), wejść, wyjść, dobre, fajne.
Mówi swoje imię już od dłuższego czasu, ale na pytanie jak się nazywa, odpowiada „bumbum”.
Na pytanie czy czegoś chce: mówi „tak” albo „chce (ce)”, a jak nie chce mówi „nie chce” (co brzmi jak „nie ce”).
Widząc krople na szybach mówi „pada”, a czasem „pada deszcz”.
Naśladuje zwierzęta: baran (bee), krowa (muu), kotek (miau), myszka (pipi), bocian (klekle), indor (gulgul) i czasem pieska (co brzmi jak aua) .
Bierze w rękę komórkę, przykłada do ucha i mówi „halo,” „babuś”.

Na pytanie czy kocha mamę odpowiada: „tak”, na pytane „czy bardzo ?”: odpowiada „bardzo”.

A dziś? Dziś, mówi pełnymi, złożonymi zdaniami, odtwarza z pamięci całe fragmenty książek, recytuje wierszyki, śpiewa piosenki, zna większość liter. Właściwie nie przestaje mówić.

"Będę siedział na balkonie i przyglądał się chmurom"


Usłyszałam dzisiaj.
Ale przyznajcie, że chmury nad naszym balkonem bywają wyjątkowe.

PS I cały czas się zastanawiam z jakiej książki jest to "przyglądał się chmurom"?

środa, 17 czerwca 2009

Un régime


Od miesiąca trwa ścisły post, głodówka właściwie. Jajka i mięso wyeliminowane całkowicie, reszta jest eliminowana systematycznie. Wyniki badania krwi idealne.
Na zdjęciu kanapeczki mini, na odwrotnej stronie talerza. Mniej się mieści. Za to kawa ciągle cieszy.
Czekam, zżerają mnie nerwy i paradoksalnie, to Ja, walczę z anemią.

wtorek, 16 czerwca 2009

Tęcza


Na koniec ponurego dnia pojawiła się na niebie tęcza. A nawet dwie. Tęcza to nowa fascynacja Chłopca. "Gdzie mieszka tęcza? Czy ona ma swój pokoik?"
A że lubimy też balony do latania, to "Gdzie jest moja siostra" Svena Nordqvista była dziś czytana cały dzień - z przerwą na 3 godziną drzemkę(!).

poniedziałek, 15 czerwca 2009

Monolog


"Nie złość się, bo to jest brzydko i będziesz zdenerwowana. Kocham Cię Mamo zdenerwowana".* I po chwili namysłu, sam do siebie: "Ja też Cię kocham nad życie".:-)
*wcale nie byłam zdenerwowana

niedziela, 14 czerwca 2009

Cisza, tu się tworzy!:-)


W lewym górnym rogu - autoportret.

Odgłos spadającego przedmiotu. Z drugiego pokoju słyszę głos Syna bawiącego się ciastoliną: "Nie rozrzucaj tych rzeczy, bo je poukładałem!". Ciągle słyszę własne słowa w ustach dziecka.

sobota, 13 czerwca 2009

Serduszko dla Mamy


Dostałam dziś "serduszko dla Mamy". A nawet dwa.
Sam wymyślił, zrobił, a potem zaprezentował proces tworzenia.
Uwielbiam takie naturalistyczne serduszka:-)

piątek, 12 czerwca 2009

Love Actually


Od trzech dni słyszę kilka razy na godzinę : "Kocham Cię Mamusiu" i czuję na twarzy dziesiątki mokrych pocałunków. Czy trzeba czegoś więcej?:-)

PS Zostałam też tak pouczona: "Przepraszam - mówi się - synciu kochany". No!:-)

czwartek, 11 czerwca 2009

I'm one tough cookie (monster)*


Are you one tough cookie too ?;-)
Kwietniowe "cookies" zrobione w klubiku: misie, rower i anioł:-) Z minimalną pomocą z mojej strony. Naprawdę.

PS Super Mamo Toli-dziękuję za inspirację, nie pierwszy raz:-)
* słyszałam dzisiaj to zdanie z ust właściciela piżamy co najmniej 20 razy.

środa, 10 czerwca 2009

M jak Mamusia, V jak Volkswagen


Litery i Numery, z cyklu fascynacje 2.5 latka:-) I pełen wachlarz skojarzeń:
A jak Ania
B jak Babcia
C jak Cebula
D jak Domek
T jak Tatuś
U jak Ula
V jak Volkswagen
W jak Wafel
Y jak Yeti
X jak X:)
etc.

czwartek, 4 czerwca 2009

Grasz w kolory?


Gram:-)

środa, 3 czerwca 2009

Rekwizytor


Książki zakolejkowane. I wkład własny Małego Rekwizytora.

wtorek, 2 czerwca 2009

Konwalie


Tegoroczne. Od staruszka z Pl. Wilsona.

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Dzień Dziecka


W wieczornym słońcu. W Dzień Dziecka.